Jesień nie taka zła?

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

Tak, to właśnie wczoraj o godzinie 22:02 rozpoczęła się astronomiczna jesień. Kalendarzowa przywitała nas dzisiaj. Możecie już zacząć płakać razem ze mną. Nie przepadam za jesienią. Kojarzy mi się z marznięciem, moknięciem i smutnymi drzewami. W zimie niby jeszcze chłodniej, ale organizm już jakby przyzwyczaił się do wszechobecnej kriokomory. A jesień to co innego. Tęskni się za słońcem, ciepłem, skąpą garderobą i długimi spacerami do nocy. Wszędzie ciemno i zimno, o polskiej złotej jesieni czyta się tylko w starych bajkach, bo za oknem ciepie deszczem i pizga jak w Jakucji. 

Istnieje wiele powodów, dla których można nie lubić jesieni. Jednym z nich jest chłód. Przenikliwy, wędrujący aż do kości, przechodzący przez całe nieprzyzwyczajone jeszcze ciało, spragnione wciąż promieni słońca. Albo widok spadających liści, smutnych, szarpanych wiatrem drzew, garbiących się nad ulicami, niby prosząc o uwagę. I te jesienne poranki, przeważnie ciężkie i ciemnych, zupełnie jakby dzień nie był do końca przekonany czy warto dzisiaj wstawać. Jest też deszcz, rzęsisty, gęsty, spłukujący z chodników resztki lata. I te wiecznie przemakające buty. I chociaż w ostatnich latach gumiaczki są trendy, ja posiadam różowe w białe groszki (serio, bardzo je lubię) i umówmy się – wyjść w takich gdzieś dalej niż do samochodu to wstyd. 

Zrobiło się przygnębiająco? Niepotrzebnie. Przecież jesień, jak każda inna pora roku ma w sobie wiele plusów, mogących sprawiać przyjemność. Tylko czasem ciężko je dostrzec, gdy wyjście z domu przypomina bardziej spływ kajakowy niż spacer, bo z nieba szósty dzień z rzędu leje się woda (moje miasto przoduje w ogólnopolskim rankingu na największą ilość opadów w tym tygodniu, och takie wyróżnienie!).

Staram się. Naprawdę się staram dojrzeć te kilka rzeczy, które sprawiają, że ta pora roku nie jest taka straszna, ale uwierzcie, że jest ciężko. Przyodziana w dwa swetry boję się, że krzesło nie wytrzyma tego ciężaru i za niedługo będę do Was pisać z poziomu podłogi. A chyba im niżej tym chłodniej? Zdecydowanie preferuję ciepło i dałabym Nobla osobie, która opatentowałaby przenośny kaloryfer, który można byłoby nosić pod swetrem jak plecak.

W porządku. Trochę ponarzekałam, ale na poprawę humoru zjadłam właśnie czekoladkę (słodycze!) i właściwie, to już wiem co sprawia, że jesień nie jest tak totalnie do dupy. 

Dzień jest krótszy, nie da się ukryć. Szybciej zapada zmrok, więc wcześniej można ukokosić się pod kocem z laptopem czy książką w ręku, można leżeć i nie robić nic tłumacząc innym, że to prewencyjny zabieg w celu uniknięcia przeziębienia. Jest zimno, teraz bliżej mi do naleśnika niż do skaczącej po okolicy radosnej dziewuchy w trampeczkach, jaką byłam jeszcze niedawno. Ale w takie zimne dni herbata smakuje inaczej, lepiej. I przytulanie! Tego nigdy za wiele. Teraz można przytulać się godzinami. Także rzućcie wszystko i idźcie się przytulać! ;)

I ta jesienna mgła! Nie ma nic bardziej klimatycznego wczesnym rankiem i popołudniami niż właśnie mgła, która spowija okolicę białą siecią. Wpatruję się w nią tak długo, aż bolą oczy. Poza tym należę do nielicznej grupy kierowców, którzy lubią jeździć samochodem w mgliste wieczory. Nie wiem czy to do końca normalne, ale sprawia mi to ogromną frajdę.

Kolory. To właśnie one sprawiają, że jesień jakoś łatwiej się znosi. Zasypiasz mając za oknem zielone, kołysane wiatrem listeczki. Budzisz się i widzisz złoto, czerwień, pomarańcz, miedź, bordo, fiolet, brąz. Każdego dnia kolory są inne, ale dalej piękne. Pod warunkiem, że nie pada. Gdy pada to wszystko jest brzydkie. I kropka. 

Słońce. Trzeba przyznać, że rzadko, bo rzadko, ale jednak zdarzają się dni słoneczne. I wtedy rozpiera człowieka taka radość, że ma ochotę biec przez pola i łąki jak młoda sarenka, byleby nigdy ta ognista kula nie zaszła za horyzont. Popłynęłam trochę z tą metaforą, ale to wynik niedoboru światła słonecznego.

Można nie lubić jesieni, ale ona nadejdzie, czy tego się chce czy nie. I tylko od naszego nastawienia zależy, w jakiej formie dotrwamy do zimy. A zima to już totalnie inna bajka!

A jaki jest Wasz stosunek o jesieni? Macie swoje sposoby, na tę kapryśną porę roku? Błagam, dajcie znać, bo to dopiero początek i obawiam się, że czekolady mi nie starczy. ;)

Pozdrawiam!

13 comments on “Jesień nie taka zła?
  1. Ja kocham jesień, uwielbiam! Moja ulubiona pora roku pod każdym względem. ;) Miałam napisać o tym post … Ale zalałam laptop kawą, więc póki co nie mam na czym napisać. ;( Na służbowym nie wypada chyba, co? ^^

  2. I znowu cudownie się Ciebie czytało. Tak pięknie opisałaś plusy jesieni, że faktycznie PRAWIE można uznać tę porę za przyjemną ;)

    W Anglii jesień trwa właściwie 10 miesięcy, a to stanowczo za dużo. Może dlatego ciężko mi dostrzec w niej cokolwiek pozytywnego. Niestety, depresja sezonowa jest w moim przypadku nieunikniona :(

    Jestem ciepłolubna, lubię duchotę, zawsze marzną mi stopy i dłonie, więc warstw ubrań mam na sobie kilka. Twój opis zainspirował mój dzisiejszy sen (a raczej koszmar): szłam przez miasto ubrana jeszcze całkiem letnio, a wiał przeraźliwy wiatr mrożący kości :(

  3. Właśnie czytam Twój wpis opierając się o rozgrzaną ścianę, przeziębiona od klimatyzacji, z gardłem wysuszonym od tego cholernego powietrza pełnego piasku i tak mi się nostalgicznie zrobiło… Nawet nie wiesz jak tęsknię i ile bym oddała za tę jesienną szarugę, szum deszczu za oknem, rześki chłód i tę cudowną mgłę… I te kolory, świat zasypiający przed zimą… Kocham jesień… Ale wiem też, że wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma :) Nie tęsknij przypadkiem do pięknej pogody przez cały rok bo będziesz przeklinała ją codziennie ;)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>