Robiąc z siebie męczennika trujesz innym życie

Nie lubię smędzenia i użalania się nad sobą. Gdy słyszę, jak ktoś zrzędzi jaki jest biedny, smutny, przepracowany, niedoceniony, niekochany i nieszczęśliwy mam ochotę dać mu po pysku, co by się zamknął i opamiętał. Naprawdę, czy takie biadolenie kiedykolwiek poprawia humor? Bo mi się wydaje, że działa wręcz przeciwnie, człowiek coraz głębiej zapada się we własne gówno porażki i szuka litości od kogoś z zewnątrz. Halo! Puk, puk! Nie na tym życie polega.

Och, taki jestem biedny, bo nikt mnie nie rozumie.
Wy byście chcieli, żeby mnie już nie było.
Wszyscy tylko mnie krytykują.
Nic mi nie wychodzi, bo mnie nie wspieracie.
Wiecznie ktoś mi mówi, że jestem głupi i nic nie potrafię.
Całe życie ciąży na mnie ta decyzja, a nikt tego nie rozumie.
Cały czas coś mnie boli i ciągle źle się czuję, nie widzicie tego?!
Zawsze to ja jestem ta najgorsza.

Te i inne bzdury sprawiają, że mój mózg ma ochotę popełnić samobójstwo, a ręce mimowolnie szukają pierwszej lepszej rzeczy, żeby delikwentowi łagodnie w łeb przypieprzyć.

Nie wiem czy to jest kwestia chęci bycia w centrum zainteresowania, wzbudzenia krzty litości, poczucia winy, czy po prostu wieczne utyskiwanie nad własnym losem jest swego rodzaju hobby. Bez względu na przyczynę, to jedno z najbardziej męczących otoczenie zachowań człowieka.

W życiu każdego człowieka zdarzają się momenty, kiedy wszystko się chrzani i wydaje się, że niżej już nie da się upaść. To normalna ludzka rzecz. Ale wałkowanie w kółko własnej porażki niczego nie zmienia, nie przybliża do zmiany nawet o milimetr. Zamiast tego człowiek zapada się w bagnie swoich niepowodzeń, smaruje nim przy każdej możliwej okazji, zamiast wziąć się w garść i udowodnić samemu sobie (a dopiero później innym), że stać go na więcej. 

Prawda jest ciężka i może zaboleć – tylko my sami decydujemy o swoim życiu. A to niespodzianka, co nie?! Tylko my jesteśmy odpowiedzialni za sukcesy i porażki. Tylko od nas zależy czy wykorzystamy własne możliwości w stu procentach czy tylko w ośmiu. Nieważne jak ciężka jest sytuacja, w której się znaleźliśmy, istotne jest nasze podejście do niej. I działanie! Bezczynne siedzenie, marszczenie noska, rozmyślanie i analizowanie jakiejś kwestii do niczego nie prowadzi, nic nie wnosi oprócz tego, że przegrzewa się własną mózgownicę. Trzeba działać i próbować, nawet jeśli to się wiąże z popełnianiem błędów. Przecież całe życie uczymy się na błędach i dzięki temu idziemy do przodu. Przykład? Gdy bobas uczy się chodzić i pięćdziesiąty raz się przewróci, nie poddaje się tylko próbuje dalej i tylko dzięki temu osiąga sukces. Wystarczy po prostu chcieć. Jednak dużo łatwiej jest biadolić i płakać nad rozlanym mlekiem, zamiast wziąć szmatę do ręki i po sobie posprzątać.

Warto czasem wyjrzeć poza czubek własnego nosa i dostrzec, że masz wokół siebie masę ludzi, którzy naprawdę doceniają to jakim jesteś człowiekiem. I nie obchodzi ich czy czterdziesty ósmy raz w tym roku przypaliłeś/aś wodę na makaron i płaczesz nad krzywo pokrojonym ogórkiem, czy znowu nie udało się kupić butów z przeceny, a baba w sklepie podeptała Ci trampka i zaraz zawali Ci się świat, albo przypomniało Ci się, że 14 lat temu o 12:18 ktoś powiedział Ci coś niemiłego i do dziś przez to cierpisz. Ich to nie obchodzi. Obchodzi ich to jaki/a jesteś, a nie co się potrafisz albo nie. Takie zawracanie dupy może ich tylko zniechęcić, a chyba tego nie chcesz?

Tak bardzo chciałabym, żeby przeczytało to kilka osób, z mojego otoczenia, ale chyba akurat są zajęte płakaniem nad kolejnym swoim niepowodzeniem…

Tymczasem, pozdrawiam Was serdecznie!

10 comments on “Robiąc z siebie męczennika trujesz innym życie
  1. Ktoś Cię musiał ostro wk**wić :D
    Nie cierpię mazgajów i też mam im ochotę przywalić. Również mam nadzieję, że przeczytają to mazgaje z Twojego otoczenia i nie tylko!

  2. Mogłabym „nastrój i poczucie humoru” dodać do swojego wpisu „Polska vs Czechy”! Gdybyś słyszała jak oni radośnie rano rozmawiają, jak się cieszą gdy słyszą „Dobre rano!” :) Już się boję października jak będę znowu jedną z niewielu uśmiechniętych osób w drodze na uczelnie, a jeszcze te remonty… Aż się prosi, by każdy narzekał nie? Pamiętam jak kiedyś mi kolega powiedział w autobusie: „Zawsze jak wsiadam to wypatruje czerwonego płaszcza, bo wyróżniasz się spośród czarnych, smutnych kurtek” :D

    Dziękuję za dodanie do ULUBIONYCH :D Odwdzięczę się z pewnością! :*

  3. Czekałam na taki wpis :D Denerwują mnie bezpłciowi i bezżyciowi męczennicy. Nie są warci powietrza, a użalać się nad sobą czasem można, ale bez przesady :D
    Dziękuję za komentarz u mnie ;)

  4. Irytują mnie tacy ludzie, którzy wiecznie chodzą nadąsani, że wszystko jest do bani. Przecież to jest wiadome, że niczego się nie osiągnie takim ględzeniem, ale oni i tak tego nie zrozumieją.
    Pozdrawiam i zapraszam :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>