Po wakacjach – o ludziach refleksji kilka…

Dzisiaj kontynuacja wakacyjnego wpisu Wakacje od kultury, czyli POLAK na urlopie (dziękuję Seeker za podsunięcie tego pomysłu!). Tak się złożyło, że fantastyczne 8 dni spędziłam znów na Krecie. O miejscach wartych zobaczenia zrobię osobny wpis, teraz chciałabym podzielić się ogólnymi wnioskami. 

Mam dość ludzi. I cieszę się, że wróciłam w swoje spokojne okolice, gdzie nie muszę przebywać w tłumie oszalałych, dzierżących mapę i aparat fotograficzny, szukających promocji turystów, którzy myślą, że całe miasto należy do nich. Czy tylko ja mam ten problem, że na wyjeździe najbardziej denerwują mnie inni?!

Rok temu w naszym hotelu zamelinował się cały autokar z Polski, co z czasem okazało się bardzo męczące. Również szanse na rozmowy z obcokrajowcami były marne – dwa dni przed wyjazdem, udało nam się tylko nawiązać kontakt z przemiłym małżeństwem z Manchesteru. Tym razem po dotarciu do hotelu okazało się, że na miejscu, oprócz nas jest jeszcze tylko osiem osób z Polski (jak się potem okazało, i tak za dużo). Polski rezydent delikatnie pisząc olał sprawę i pojawił się tylko raz, licząc, że wszyscy rzucą się w jego objęcia i zapiszą na cholernie drogie wycieczki, które można zrobić indywidualnie o połowę taniej. Tak więc musieliśmy radzić sobie sami, co bardzo nam odpowiadało. Hotel był multikulturowy, więc bujaliśmy się razem z angielskimi emerytami, rosyjskimi rodzinami, Serbami no i oczywiście Grekami. Jednak największą wiochę robiły cztery baby z Polski… Nie wiem skąd bierze się przeświadczenie, że skoro masz ALL INCLUSIVE to jesteś jakimś pseudo-szejkiem i cały hotel jest ci podporządkowany. 

Po 5 minutach znajomości dotarło do nas, że będziemy się starać unikać tych osobników. Jedna z nich już po 10 minutach od zapoznania musiała się pochwalić, że na stałe mieszka w Kanadzie, a o sobie mówi, że jest POLISH KENEJDIAN (śmiechłam). Poniżej kilka smaczków.

# Babeczki rozsiadywały się na całym terenie, po obu stronach basenu i darły japy, krzyczały i rechotały jak stado starych jaszczurów. 

# Kanadyjskiej gwieździe nie odpowiadało, że basen jest czyszczony chlorem, bo w swoim domu w KANADZIE stosuje tylko brom. Skoro tak jej źle, to po co z domu wyjeżdża?

# Cały teren powinien być opryskiwany przeciw komarom, chyba najlepiej, żeby hotel znajdował się pod szklaną kopułą bez robaków.

# „Czy działa państwu ŁAJFAJ? Bo u ja nie mogę się połączyć, w pokoju w ogóle”. No taki mi przykro, że jej pokój był chyba jedynym pomieszczeniem w hotelu, w którym nie działało to jej zasrane ŁAJFAJ. SOŁ SOŁ SED, AJM GONNA KRAJ. 

# Porozwieszały swoje klamoty na balkonowej barierce w swoim pokoju, a potem były oburzone, że są całe mokre. No bo jak tak może być, żeby w nocy obsługa hotelu podlewała ogrodowe rośliny na całe parceli. Lepiej, żeby wszystko było suche jak pieprz, a z ziemi wystawały badyle! 

# „Powiem państwu, że jestem zszokowana, jak byłam na wakacjach na Zakynthos/Rhodos/Bali/Maderze/Fuerteventurze/innymwyjebanymwkosmoshiperzajebistymkraju to woda w butelkach była ogólnodostępna, a tutaj muszę iść do sklepu”. Naprawdę to jest kurwa taki problem? Cały wyjazd babeczka odwalała princessę, w lobby, barze i restauracji chodziła w okularach przeciwsłonecznych i zachowywała się jak gwiazda HOLIŁUD uciekająca przed paparazzi. Ale było jej ciężko iść 200 metrów do marketu, wydać AŻ 1 euro na sześciopak wody i mieć zapas na cały tydzień? Zamiast tego podkradała kubki z wodą z bufetu i na tarasie przelewała po kryjomu do butelki. Cebula w stu procentach.

# Królewny zapisują się na wycieczki u rezydenta, a ten ostrzega, że do zwiedzania wąwozu konieczne są solidne buty, co jest tak logiczne, jak twierdzenie Pitagorasa. Wtedy nasza kanadyjka oburzona wyskakuje „Ale to trzeba było ostrzec przed wylotem że potrzebne są HIKING BOOTS! Ja mam w domu tyle HIKING BOOTS, że mogłam przywieźć. I co teraz?”. I rezydent na pewno w tym momencie uzmysłowił sobie, że babka jest jebnięta, a jeden z naszych krajanów mruknął „Po co takie głupie pytania zadawać”. A ona biedna zapisała się na tą wycieczkę, niezadowolona jak przedszkolak zmuszany do jedzenia denstowanej marchewki. Tyle, że następnego dnia pojechała do miasteczka i kupiła sobie nowe HIKING BOOTS. A po powrocie z wąwozu była oburzona, bo okazało się, że ludzie łazili tam w sandałkach. Tak… jakby… w ukryciu…trochę się śmialiśmy. Tak trochę bardzo. 

# „Wiecie to nie jest taki hotel, że jak wchodzę to sobie myślę OŁ MAJ GAAAD. jest czysto i schludnie ale brakuje tego czegoś„. Brakowało im tego, że pokojówki podczas codziennej wymiany ręczników, nie formowały ich w fikuśne łabędzie, bażanty i inne paskudztwa. Nie pasowało, że obsługa nie zanosi bagaży do pokoju. A już hitem było stwierdzenie, że pracownicy się nie uśmiechają do gości hotelowych. Ale królewny nie uśmiechały się do nikogo. Nie wiem czy my z A. jesteśmy nienormalni, czy to reszta świata zwariowała, ale wyznajemy zasadę, że jak traktujesz innych, tak ty jesteś traktowany. Dlatego staraliśmy się zaprzyjaźnić z całą hotelową ekipą i każda serdeczność była szczerze odwzajemniana.

W dniu wyjazdu autokar znów był po brzegi zapełniony Polakami, i czuć i słychać było, że niektórzy wykorzystywali ALL INCLUSIVE do ostatnich minut pobytu. Nie mamy nic do popijana drinków, bo sami cały dzień korzystaliśmy z baru, ale mimo wszystko dobrze jest zachować chociaż odrobinę kultury. We wspomnianym autokarze jeden z turystów wypytywał wszystkich o hotel, w którym przebywali, o plażę i morze, a potem zaczął dyskutować z inną babą o wczasach w Grecji na przełomie ostatnich lat, a całą rozmowę skończyli omawiając wagę i stan zdrowia jego jamnika. Do ciężkiej cholery, istnieje przecież coś takiego jak SZEPT!

Chciałabym się powakacjować jeszcze dłużej, ale chyba na małej wysepce, gdzie byłby jeden hotel tylko dla nas, gdzie byłaby cisza i spokój i moglibyśmy leżeć, zbijać bąki i mówić w polisz-inglisz, że TU JEST TAK HIPNOTAJZYN! A tak, to było HIPNOTAJZYN, tyle, że z polskimi perełkami. :) 

Pozdrawiam!

 

Follow my blog with Bloglovin

7 comments on “Po wakacjach – o ludziach refleksji kilka…
  1. O mamo, jaki fajny blog! :)

    Taką wiochę na wakacjach miałam niestety okazję obserwować niejednokrotnie – stąd moja filozofia pochodząca z Dnia Świra: „Należy zawczasu odgrodzić się od barachła” ;)
    Unikać, unikać i raz jeszcze unikać!

    Pozdrawiam :)

  2. Jezu Boże święty…….. To Ci się gwiazda trafiła!
    Ja tego fenomenu nigdy nie zrozumiem, czy to na wakacjach, czy w życiu codziennym. Dlaczego Polacy robią taką wiochę?!
    Ja na wakacjach nie byłam już naprawdę długo ale wiem, że jak pojadę, to będzie to hotel B&B, a ja całe dnie będę spędzała poza nim, zwiedzając, co się da.

  3. Ach no i najważniejsze! Dziękuję za wzmiankę w tekście! ♥
    Tak mnie zbulwersowały opisy sytuacji, że całkiem zapomniałam o miłym początku :)

    • Polecam się :D
      Dlatego na wakacjach trochę wstyd jak obcokrajowcy pytają „Skąd jesteś?”, a widzisz, że Polak obok kradnie pod ubraniem chleb z bufetu :P

  4. Nigdy nie byłam na wakacjach organizowanych przez biuro podróży i czytając takie opisy w duchu sobie za to gratuluję… Jeden lot czarterem wystarczył, do tej pory mam dreszcze :D

    Nie skomentuję więcej bo musiałabym cenzurować a wtedy zostałyby tylko spójniki :P

    • Ma to swoje uroki, przede wszystkim to świetne pole do obserwacji naszego gatunku. Lepszego materiału do analizy się chyba nie znajdzie :D

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>