Marzenia się spełniają. Nieoczekiwanie!

Gladiator wszedł do kin w 2000 roku, Pearl Harbor w 2001, a Król Artur w 2004. I choć byłam jeszcze za młoda, żeby te filmy właściwie zrozumieć i docenić, to właśnie wtedy, gdzieś pomiędzy rokiem 2000 a 2004 zaczęła się moja przygoda z muzyką filmową, a w szczególności z muzyką Hansa Zimmera. Te trzy filmy zapoczątkowały pasję, która trwa nieprzerwanie do dziś. 

Będąc nastolatką, która gdzieś gubiła się w świecie i za bardzo nie wiedziała czego chce od życia, jedna rzecz była stała w stu procentach. Moim marzeniem, było usłyszenie takiej muzyki na żywo. Oczywiście, wtedy wydawało się to nierealne, bo kompozytorzy filmowi nie koncertowali w Europie (jeśli już to rzadko), a co dopiero w Polsce.

A jednak marzenia się spełniają. W najbardziej nieoczekiwanym momencie. Pamiętam jak dziś, jak w październiku 2015 znalazłam artykuł HANS ZIMMER LIVE ON TOUR. Tam przeczytałam informację, że Hans Zimmer pierwszy raz rusza w trasę koncertową i w maju 2016 będzie w Polsce. Na początku zobaczyłam KONCERT W ŁODZI – pomyślałam, daleko, ale udałoby się. Później A. wysłał mi informację o koncercie w Krakowie i powiedział Pojedziemy, zobaczysz, że pojedziemy. Wiedział jak wiele to dla mnie znaczy, jak ogromne byłoby to dla mnie wydarzenie – zobaczyć ulubionego kompozytora na żywo. Nie uwierzyłam. To miał być nasz wspólny prezent urodzinowy (ja, A. i mój brat, wszyscy urodzeni w kwietniu). Nie wierzyłam nawet wtedy, jak w grudniu (bo przecież trzeba było się śpieszyć, żeby nie wykupili!) jeździliśmy po sklepach w poszukiwaniu biletów i w końcu ten wymarzony bilet udało się kupić. Nie wierzyłam gdy trzymałam ten kawałek papieru w rękach, a potem w drodze do samochodu całą torebkę, tak jakbym przenosiła tam sztabki złota. W domu trzymałam bilety za szybą i odliczałam dni do maja, a przecież musiałam czekać jeszcze pół roku. Nie wierzyłam nawet w drodze do Krakowa. Całą trasę zacieszałam w samochodzie, w KFC zeżarłam podwójną porcję, żeby mieć siłę zacieszać dalej.

Wyglądałam prawie tak…

Jak zobaczyłam Tauron Arenę na horyzoncie myślałam, że z radości eksploduje mi głowa. Na miejscu byliśmy kilka godzin wcześniej, bo przecież nie mogliśmy się spóźnić! Przechadzając się wokół hali usłyszeliśmy wtedy, jak gdzieś pod nami trwa próba generalna i muzycy ćwiczyli ścieżkę dźwiękową z Incepcji – Dream is Collapsing. Zaczęłam piszczeć SŁYSZYCIE?! SŁYSZYCIE?!. No debil. W kolejce do drzwi zajmowaliśmy pozycję prawie na przodzie. Byłam tak podekscytowana jak mały szczeniaczek, który dostał nowy dom, śmiałam się i podskakiwałam jak pajac. 

20160503_1942032

Tak naprawdę uwierzyłam, że tam jestem dopiero, gdy HZ pojawił się na scenie. Z emocji przepłakałam połowę koncertu, a gdy usłyszałam ukochany soundtrack z Gladiatora (Now We Are Free) tama puściła kompletnie. Właściwie to łzy w oczach miałam nawet na parkingu po wszystkim, w drodze powrotnej z Krakowa muzyka cały czas brzmiała mi w uszach, a ja dalej zacieszałam – jakby zobaczył mnie ktoś obcy pomyślałby „no jebnięta”. 

Dziś mija dokładnie rok od tego wydarzenia. I czasem, słuchając HZ łapię się na tym, że zapominam, że miałam szczęście słuchać tego na żywo. Teraz rozumiem fanki Beatlesów, które krzyczały, płakały i mdlały na ich koncertach, bo gdyby nie to, że chłopaki starali się trzymać mnie w ryzach, zachowywałabym się podobnie :D .

Słuchanie muzyki filmowej na żywo to zupełnie inne doświadczenie, niż odsłuchiwanie kawałków z YouTube przez słuchawki. Akurat ja jestem maniakiem, przeżywałam to na swój sposób. Gdy dziś o tym myślę, dalej mam to przyjemne uczucie w żołądku, które pojawia się w tych szczególnie pięknych momentach w życiu :) 

Napiszę jeszcze raz – marzenia się spełniają. Niespodziewanie, czasem z nasza pomocą. W wieku 15 lat nie pomyślałabym, że dziesięć lat później będę słuchać muzyki Hansa Zimmera i jego opowieści o procesie tworzenia na żywo, kilkanaście metrów od sceny. I może to jest takie niesamowite, że w gruncie rzeczy, cała decyzja o koncercie pojawiła się spontanicznie, bez zbędnych przemyśleń, bez rozważania za i przeciw, bez rozmyślania o kosztach. Jest okazja – trzeba korzystać, żyje się raz. Jak to mówią, this is once in a lifetime thing

Pozdrawiam!

One comment on “Marzenia się spełniają. Nieoczekiwanie!
  1. Bo spontany są najlepsze :D ja miałam przyjemność być w tym roku na koncercie muzyki filmowej HZ w wykonaniu Orkiestry Radia Polskiego i Chóru Politechniki Warszawskiej. Też świetna sprawa, przez cały koncert miałam ciary. Doskonale Cię rozumiem, a gdzie tu być przed samym autorem! i oddychać tym samym powietrzem! Tu opisałam mój koncert, a raczej nasz bo to był prezent dla Rodzicielki mej.
    http://linka-dziennikpokladowy.blog.onet.pl/2017/03/20/puszka-symfoniczna/

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>