Trzy zalety pracy: piątek, wypłata i urlop?

Jeszcze pół roku temu nie pomyślałabym, że będę się cieszyć z powrotu do pracy po dziesięciu dniach zwolnienia. Tylko wtedy pracowałam w miejscu, w którym nie liczył się człowiek tylko zysk, a atmosfera była bardziej skiszona niż kapusta w spożywczaku. Pół dnia spełniało się zachcianki osób, które nawet nie potrafiły powiedzieć normalnego ‚dzień dobry’, a i tak na drugi dzień trzeba było wysłuchać litanię uwag i niezadowolenia. Moja egzystencja niewiele różniła się od żuczka gnojnika. 

15965287_2215064528719594_4528940803071121506_n

Na samej sobie przekonałam się jak destrukcyjny wpływ na człowieka ma złe otoczenie, w którym obraca się minimum osiem godzin dziennie. Osoba z zewnątrz wyobraża sobie pracę w biurze jako mix kawa+ciastko+komputer, czyli nuda i highlife. Akurat u mnie wyglądało to inaczej. Starasz się, wypruwasz flaki, bo zadania wykonujesz na 100% (jak widać skłonność do perfekcji nie zawsze jest czymś dobrym), uśmiechasz się, traktujesz wszystkich równo, bo przecież warto mieć dobre relacje z kumplami z pracy, nie olewasz obowiązków, nie spóźniasz się, na rozmowach z szefem wytężasz mózg do granic możliwości.

I niby wszystko pięknie. Tylko nagle słyszysz, że kawa za słaba, dokumenty mają krzywe dziurki (skoro dziurkacz zjebany to co poradzić?!), zszywki niedobre, pieczątka nierówna, fax robi plamy, zakreślacz w złym kolorze, bankomat nieczynny (na pewno z twojej winy), komputer się zawiesił (to na pewno przez częste granie w pasjansa), telefon nie odbiera albo alarm się zepsuł, a przecież jednym z najważniejszych artykułów biurowych jest śrubokręt i dlaczego jeszcze nie został kupiony?! Później okazuje się, że nie masz czasu jeść, więc wcinasz cokolwiek po kryjomu pod biurkiem, żeby przypadkiem szef nie zauważył. Herbatę zaparzoną o 7:50 wypijasz zimną i gorzką przed 16:00. Po pracy okazuje się, że poczta jeszcze nie została wysłana, więc szef, każe ci biec na pocztę, bo przecież jesteś firmową świeżynką.

z14596487Q


I przypominam sobie wszystkie te akcje i automatycznie skacze mi tętno. Bo z czasem jest tylko gorzej. Po paru miesiącach nie chce się już wstawać z łóżka, wracając do domu z bezsilności płaczesz, nie masz apetytu na jedzenie i na życie, a środki uspokajające łykasz jak M&M’sy. Na pytania ludzi „Jak tam w pracy?” masz ochotę chwycić pierwszy lepszy nóż kuchenny i zacząć wycinać hieroglify na przegubach. A później przypadkiem dowiadujesz się, że rotacja w firmie jest większa niż kolejka do dentysty, a po oświadczeniu, że odchodzisz grupka osób, z którymi udało się jednak polubić, zaczyna ci zazdrościć odwagi i wolności.

Decyzja o zmianie pracy nie była łatwa, głównie ze względów finansowych. Ale biorąc pod uwagę własne zdrowie i kondycję psychiczną wolałam zrezygnować i poszukać czegokolwiek innego, żeby tylko nie zmienić się w jednego z pacjentów Lotu nad kukułczym gniazdem.

Na szczęście udało się zmienić pracę, a co za tym idzie atmosferę i przede wszystkim ludzi. Bo nie ma nic gorszego jak współpraca z kimś, kto nie pomaga, nie wspiera czy chociaż jednym miłym słowem nie poprawi humoru na kilka minut. Teraz jest zupełnie inaczej. Jest energia, uśmiech i zrozumienie, że też jesteś człowiekiem, masz swoje życie i problemy. Nie jesteś Einsteinem, więc masz prawo popełniać błędy, ale wiesz, że nie zawali się od tego polska gospodarka, a meteoryt nie rozpieprzy Ziemi. Nie wiem ile lat będę pracować tu gdzie jestem, ale dopóki chce mi się codziennie wstawać z łóżka i robić śniadanie – jest dobrze.

Wiadomo, że nie zawsze można pracę zmienić. Ale od próbowania i szukania jeszcze nikt nie umarł, za to niejeden wyszedł na prostą. 

Pozdrawiam!

,

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>