Android, człowiek i elektroniczne owce.

Moją nieobecność mogę wytłumaczyć tylko tym, że zmogło mnie choróbsko i niemal wywróciło na lewą stronę. Cała egzystencja skupiała się wokół aptecznego arsenału i trasy: praca – dom – łóżko – praca – dom – łóżko. Wydawać by się mogło, że wegetując popołudniami w polarowej pościeli miałam dużo czasu na pisanie i czytanie. Tymczasem zmagając się z rosnącą przy łóżku piramidą z zasmarkanych chusteczek i totalnym bezgłosem, szczytem mojej aktywności było przełączanie się między kolejnymi filmami online.

Zrobiłam tylko jeden wyjątek, gdy w ręce wpadł mi Blade Runner. Czy androidy marzą o elektronicznych owcach? z 1968 roku pióra P.K. Dicka. Książka, która zainspirowała Ridleya Scotta do nakręcenia Łowcy androidów z Harrisonem Fordem w głównej roli. Zarówno w książce, jak i w filmie przedstawiona jest bardzo mroczna wizja przyszłości. Tematyka z pozoru głupawa – współistnienie ludzi i androidów (humanoidalnych robotów). W gruncie rzeczy chodzi tutaj o problem przeludnienia, zmian klimatycznych, inżynierii genetycznej, a przede wszystkim człowieczeństwa – kwestie aktualne po dziś dzień.

Cały wszechświat zmierza ku ostatecznemu, absolutnemu schłamieniu. Chłam to bezużyteczne przedmioty, takie jak reklamy przysyłane dawniej pocztą albo okładki po zużytych papierowych zapałkach, albo opakowanie po wczoraj przeżutej gumie. Kiedy nikogo nie ma w pobliżu, chłam się rozmnaża. Na przykład jeśli pójdzie pani spać, pozostawiając go w mieszkaniu, to kiedy obudzi się pani następnego ranka, chłamu będzie już dwa razy tyle. Ciągle go przybywa.

Androidy produkowane masowo, wyposażone w ciągle udoskonalaną sztuczną inteligencję, są uczłowieczone do tego stopnia, że potrafią odzwierciedlać emocje (a może zaczynają je odczuwać?). 

Jesteśmy maszynami produkowanymi jak kapsle do butelek. 

Ich jedyną wadą jest długość życia – to maksymalnie trzy, cztery lata. Dlatego, że są niemal idealną kopią człowieka, nie mogą przebywać  na Ziemi, a jeśli już jakiś niegrzeczny egzemplarz ucieknie, do akcji wkracza łowca – blade runner.

Dobra, ale o co chodzi z elektronicznymi owcami? W wielkim skrócie: nastąpił kataklizm, w skutek ogromnego zapylenia, wyginęła ogromna liczba zwierząt, a ludzie podupadli na zdrowiu. Posiadanie prawdziwego zwierzaka wiązało się z ogromnymi kosztami i szczęściem. Dlatego popularne stały się ich elektroniczne zamienniki, które w minimalnym stopniu zaspokajały to (ludzkie) pragnienie. Ludzkie, bo powszechnie uważano, że androidy, niezdolne do ludzkich uczuć, nie odczuwają podobnych potrzeb. Ale czy na pewno?

Rzadko się zdarza, żeby film był lepszy od książki, ale właśnie tak jest w tym przypadku. Książka stanowi pewne dopełnienie filmu, dzięki czemu łatwiej można go zrozumieć. Natomiast Łowcy androidów R. Scotta nie da się opisać. Trzeba go po prostu obejrzeć, nawet kilka razy (w moim przypadku po pierwszej projekcji stwierdziłam, że film jest słaby i głupi). Jednak naprawdę warto, szczególnie, żeby zobaczyć co Rutger Hauer wyprawia na ekranie!

Po wszystkim nasunął mi się smutny wniosek, że największym zagrożeniem dla naszego świata nie są kosmici spoza naszej galaktyki, Marsjanie, globalne ocieplenie, znaki w zbożu, wielkie erupcje wulkanu czy meteoryt. Największym zagrożeniem są ludzie. Przeświadczeni o tym, że są zajebiści, tworzą roboty, statki kosmiczne, sztuczną inteligencję, broń biologiczną, bomby atomowe i inne gówna. Choć z czasem znikną, zostawią po sobie jeden wielki śmietnik. Wszystkie te chwile znikną w czasie jak łzy w deszczu. Czas umierać*.

Pozdrawiam.

* cytat z kultowego monologu Roya z Łowcy androidów (1982)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>