Czy jestem na TO za stara?

Centrum handlowe. Wchodzimy z A. do Empiku. Na środku stoisko z przecenami. Wpadam, a tam encyklopedia z Gwiezdnych Wojen. Mówię Wow, patrz jaki bajer i zaczynam wertować album jak nabuzowany cukrem dziesięciolatek, na co mój facet z głupim uśmiechem pyta NIE JESTEŚ JUŻ NA TO ZA STARA?! No właśnie, czy jestem?! Czy czegoś mi już nie wypada?!

Po kilku godzinach stwierdzam, że faktycznie może mam te 18 lat już dawno skończone, ale jednak nie jestem jeszcze emerytem. Warto zauważyć różnicę między dziadkiem a sztywniakiem. Sztywniak nie ma poczucia humoru za grosz, a dziadek mimo wieku wciąż potrafi raz na czas „rżnąć głupa”. Mam taki przypadek w domu – mój tata, po siedemdziesiątce, głowa rodziny, mający już piątkę wnuków, potrafi z dzieciakami tarzać się po podłodze, albo kręcić się po salonie śpiewając Adele. I chyba w genach odziedziczyłam skłonność do pajacowania. Czołganie się po podłodze, udawanie kosmicznych legonexohiperkosmosninja wojowników i przedrzeźnianie inncyh nie sprawia mi problemów :) .

Zastanawiałam się nad rzeczami, które potęgują u mnie to wewnętrzne dziecko i wymyśliłam kilka przykładów:
- Gwiezdne Wojny i wszystko z nimi związane – filmy, książki, gazetki, plakaty, pudełka śniadaniowe, strugaczki, piórniki, plecaki, pościele i piżamy. Jakbym mogła, chciałabym mieć to wszystko. Może dlatego, że za czasów mojej podstawówki wstydziłam się powiedzieć rodzicom, że chciałabym coś „fajnego”. Na szczęście mój rozsądek utrzymuje się na wysokim poziomie, dochodzi do tego zmysł oszczędzania i dzięki temu, nie kupuję tych pierdół. Czasem tylko podziwiam je na sklepowych półkach. Czasem. Rzadko. Naprawdę. Na przykład podczas gwiazdkowych zakupów – zamiast pomagać w wyborze sukienki dla dziesięciolatki, przez 10 minut podziwiałam mini-model statku kosmicznego Hana Solo, powtarzając w kółko „ale bajer”. Dzieci mnie rozumiały. Bratowa raczej nie…  Och, a jak usłyszałam z ust bratanka Ciociu, narysujesz mi Data Vadera? to prawie pękłam z dumy! 

"Dat (Darth) Vader"

„Dat (Darth) Vader”

- Marvel –  podobna sytuacja, jak powyżej; Na przykład film Antman – główny bohater ratuje świat w kombinezonie, który umożliwia mu zmniejszanie się do rozmiarów insekta. Przyznam, że brzmi naprawdę idiotycznie. Ale to jedna z moich ulubionych produkcji. Z resztą nawet gdyby Marvel stworzył komiks o zmieniającej kolor dżdżownicy ratującej świat przed latającymi krwiożerczymi długopisami to i tak byłby hit! 

- Simsy – któż nie czerpał radości z kierowania poczynaniami komputerowej rodzinki. I owszem raz na czas najdzie mnie chęć na stworzenie nowych postaci, ale potem się nimi nudzę. Więc, żeby nie zostawiać niedokończonej gry obserwuję jak moi bohaterowie nawzajem się wykańczają. Podobno istnieje kilkadziesiąt sposób na zabicie Sima, ale bez przesady, ja wykorzystałam tylko kilka. Nie jestem psychopatą :D .
c9acab45a31cb41598f18b955cc8b3fb
- Bajki – cały czas lubię oglądać bajki i przeżywam je jak niejeden brzdąc! I nadal zdarza mi się po kryjomu fikać piruety i śpiewać Mam tę moooc, mam tę moooooooooc!

- Sowy – po prostu je  U W I E L B I A M ! Na wakacjach w Pradze miałam przyjemność trzymać na rękach malutką sówkę i czochrać ją po brzuszku. Cieszyłam się tak bardzo, że miałam wrażenie, że eksplodują mi policzki razem z głową. Od kilku lat gromadzę rzeczy w sowy: wisiorek, kilka par kolczyków, wieszak, koszulki, klamerki do zdjęć, pudełka, plecak, przywieszki, bransoletki, słuchawki, poduszkę i pościel… Na 25 urodziny dostałam nawet laurkę z sowami. Zalatuje lekką obsesyjką…

I czytam teraz co napisałam i myślę sobie Cholera, zalatuje tekstem z pamiętnika dwunastolatki. Ale potem przypominam sobie cytat, którym kieruję się w życiu: 

„Odbiło ci, zbzikowałaś, dostałaś fioła.
Ale coś ci powiem w sekrecie.
Tylko wariaci są coś warci.”.
Alicja w Krainie Czarów (2010)

Żaden ze mnie Piotruś Pań co to nie chciał dorosnąć. Dorosłość ma wiele zalet, chociaż nadal pytają mnie o dowód przy zakupie zdrapek, to przynajmniej nie muszę prosić o kieszonkowe i robić zadania domowego. Poza tym takie wewnętrzne dziecko (o ile nie ujawnia się przez 90% czasu) to pozytywna cecha. To pewien mechanizm obronny i regulacyjny – raz na czas wybijamy się z rutyny i sztywności i zachowujemy się jak pajace, żeby nie zwariować w tym nudnym i smutnym świecie ;)

Pozdrawiam!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>