Kultura – przydatny atrybut życiowy ;)

Powszechnie wiadomo, że kultura to rzecz nabyta. Według mnie to rzecz nabyta, idąca w parze z inteligencją i pielęgnowana przez całe życie. Bo co z tego, że ktoś przyswoi sobie mechanicznie zestaw dobrych manier, skoro nie używa mózgu i dalej zachowuje się jak średnio rozwinięty burak cukrowy.

Nie każdy musi być od razu mistrzem savoir-vivre’u, ale choć minimalna ogłada jest w codziennym życiu mile widziana. Poniżej kilka zachowań, które u innych denerwują mnie najbardziej, dlatego staram się ich unikać u siebie:

- popychanie bez choćby gestu przeprosin – stoję grzecznie w kolejce do kasy, a ktoś za mną bez przerwy popycha mnie wózkiem, tak jakby te kilka dodatkowych centymetrów gwarantowały mu wygraną w totka. I choć odwracam się co chwilę i patrzę na tą osobę wzrokiem zdradzającym chęć wbicia jej tego wózka w czoło, to i tak czuje jak ten metalowy pojazd wpija mi się w pośladki.. 

- mlaskanie – nie przeszkadza mi na spacerze po wsi, gdy widzę pasące się krowy przeżuwające kępki trawy, ale z tego co wiem, z biologicznego punktu widzenia do krów nam daleko..

- jedzenie z otwartymi ustami – zawsze zastanawiam się czy to jakiś ukryty pokaz magicznych umiejętności żucia danego osobnika, który należy z ogromną atencją oglądać czy może zablokowana żuchwa..

- zatrzymywanie się na środku – na chodniku, korytarzu czy w alejce sklepowej denerwują mnie ludzie-posągi, którzy zatrzymują się na samym środku tylko po to, by sobie postać..

- rozmowa w kinie - nic tak nie denerwuje, jak komentowanie filmu na bieżąco w sali kinowej. Słysząc co chwile „popatrz!”, „ale wygląda”, „ciekawe co teraz zrobi”, żałuję, że w fotelach nie ma wbudowanych słuchawek. Jak plotkowanie to przy kawie, a nie na seansie. 

- głośna rozmowa przez telefon w miejscu publicznym - wiadomo, że czasem zdarza się sytuacja nagła, trzeba szybko coś przekazać czy kogoś poinstruować. Ale kiedy stoję w kolejce do okienka i jestem zmuszona słuchać o tym, że „Krysia ma rwę kulszową”, „Stanisław na korzonki stosuje nacieranie octem”, a „Bogdan na odleżyny zażywa leczniczych kąpieli w liściach kapusty”, to żałuję, że nie mogę sprawić, aby ta osoba poczuła się jak Keanu Reeves w Matrixie..

Matrix (1999)

Na koniec perełka z dzisiaj. Siedzimy w kinie, scena dość emocjonująca. Waży się życie głównego bohatera, jego partnerka płacze i krzyczy próbując go uratować. Na sali cisza, wszyscy zastanawiają się czy gość przeżyje czy nie. I nagle na całą salę rozlega się głos „NO ZAMKNIJ KU*WA TĄ KOPARĘ!”. Okazało się, że widzowi w stanie wskazującym spożycie ponad normę napoju wyskokowego przeszkadzał w spaniu lament bohaterki. No przecież musiał wyrazić swoje niezadowolenie :) . A jeszcze chwile wcześniej zastanawialiśmy się, czy w związku z seansem filmowym w piątek 13-ego przydarzy nam się jeszcze coś ciekawego oprócz plotkującej pary, smarkającego donośnie pana oraz nadmiernego mlaskania popcornem pani siedzącej za mną. A tu taka niespodzianka! :)

A skoro mowa o kinie – zwróciliście kiedyś uwagę jaki chlew ludzie zostawiają za sobą w sali kinowej? W popcornie leżącym na podłodze pod fotelami można by się spokojnie zanurzyć, jak w basenie z plastikowymi piłkami w figloparku :D .

Cóż kultura to nie tlen – nie jest konieczna do przeżycia. Jest raczej jak zęby – warto ją mieć :) .

Pozdrawiam!

,

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>