Grecja – tydzień na rajskiej Krecie

Grecja zawsze kojarzyła mi się z idealnym miejscem na wakacje. Po cichu marzyłam, żeby kiedyś się tam wybrać, ale oczywiście w typowy dla siebie sposób, nie wierzyłam, że tak się kiedykolwiek stanie.

Chcieliśmy wybrać się gdzieś jeszcze w czerwcu, wszystko było uzależnione od mojego promotora i ustalenia daty obrony magisterki. Pomysł na wakacje last minute pojawił się przypadkowo. Byłam nieco sceptyczna wobec tego typu ofert, ale mój facet zapewnił mnie, że wszystko się uda. Po kilku dniach polowania w Internecie, w końcu A. wybrał się do biura podróży, żeby zapytać o organizacyjne szczegóły zakupu tego typu wakacji. Ku mojemu zdziwieniu znalazł tam ofertę idealną, z dwoma ostatnimi (!) miejscami, za grosze. TYDZIEŃ NA KRECIE. Dobę później byliśmy już w samolocie, a ja wciąż byłam w szoku. Dopiero gdy przelatywaliśmy nad Morzem Śródziemnym i naszym oczom ukazał się Heraklion dotarło do mnie, że rzeczywiście jestem w Grecji.

Cały tydzień spędziliśmy w uroczej miejscowości ISTRO, we wschodniej części Krety. Nasz hotel położony był na zboczu góry, a z tarasu rozciągał się zapierający dech w piersiach widok na Morze Śródziemne. Dla nas to był RAJ.

Kultura

Zaskoczyła mnie tamtejsza kultura i Kreteńczycy (nie mylić z Kretynami ;) ). Mieszkańcy na pewno byli przyzwyczajeni do turystów, ale nie dawali tego po sobie poznać. Choć ich angielszczyzna pozostawiała wiele do życzenia, zawsze starali się być bardzo mili – nie zapomnę gdy wielki Grek sprzedając nam butelkę wody szeroko uśmiechnął się bezzębnie i powiedział „Fenk ju wery macz maj frend”. Może mówił to każdemu? Nie wiem, to nieważne. Ważne, że umilił nam dzień i wspominamy go z uśmiechem.

Pogoda

Oczywiście na lotnisku od razu przywitał nas upał, co po mroźnym, katowickim pożegnaniu było bardzo przyjemne. Prze chwilę. Po dwóch dniach czterdziestostopniowego skwaru przypominaliśmy dwie spieczone bułeczki ;) .

20160618_112523

Podczas gdy turyści wypijali hektolitry wody i szukali skrawka cienia, tubylcy zdawali się nie przejmować pogodą. Raz wybraliśmy się na spacer i szybko przekonaliśmy się, że 10 minut spaceru na Krecie w czerwcu to stanowczo za długo. Tymczasem natknęliśmy się na starszego pana, który ubrany na czarno przekopywał grządkę. W południe. Nas uratowały hydranty i węże, które porozciągane były po całej wyspie, żeby nawadniać glebę. Całe szczęście, że trafiliśmy na miejsce, gdzie woda z węża pryskała na dróżkę, dzięki czemu mogliśmy choć na chwilę poczuć się lepiej.

20160618_113824

Innym razem, wracając z plaży spotkaliśmy malutką staruszkę (też ubraną na czarno) niosącą dwa wielkie arbuzy. Proporcjami przypominała bardziej żuka gnojnika. Choć my ledwo toczyliśmy się te kilkaset metrów, ona bez trudu maszerowała w pełnym słońcu. Chyba do wszystkiego da się przyzwyczaić ;) .

Kuchnia

Nie sposób nie wspomnieć o kuchni. Była fantastyczna! Choć obżeraliśmy się jak małe prosiaczki, nasza waga na szczęście nie wzrosła. Wszystko było świeże i pachnące, owoce i warzywa miały intensywny smak, którego my, wychowani na żarciu z supermarketów nie znamy. Pierwszy raz w życiu spróbowałam melona – później jadłam go codziennie. Od czasu powrotu do Polski wcinam melony, ale żaden nie smakuje tak, jak ten grecki… Musaka i ciasto serowe śnią mi się po nocach. Smak drinków Raki pamiętam do teraz. A do wszystkiego dodatkiem była oliwa z oliwek, genialnie aromatyczna i smaczna. To właśnie w dużej mierze kuchnia grecka sprawiła, że tak bardzo za Grecją tęsknię.

Zwiedzanie

Jadąc na te wakacje nie nastawialiśmy się ostro na zwiedzanie. Przede wszystkim chcieliśmy odpocząć, poleniuchować i złapać trochę słońca. Kilka razy wybraliśmy się do niedalekiego Agios Nikolaos. To chyba jedno z najbardziej urokliwych miasteczek świata. Niepozorna mieścinka tuż nad Zatoką Mirabello [Morze Śródziemne], z niewielkim jeziorem Wulismeni w centrum miasta, w którym według legendy lubiła się pluskać sama Atena ;) .

20160617_153700_Pano

Byliśmy oczarowani! Jednak zwiedzanie Agios w czterdziestostopniowym upale było nie lada wyzwaniem – niektóre uliczki były tak strome, że mieliśmy trening alpinistyczny gratis!

Nasze wielkie greckie, a właściwie kreteńskie wakacje były cudowne, ale mam wielką nadzieję, że jeszcze wrócę do samej Grecji. Było greckie jedzenie, greckie picie i nawet grecka Zorba. A tutaj mała rada – jeśli jesteście już po kilku mocnych drinkach Raki, lepiej nie tańczcie Zorby ;)

 Pozdrawiam!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>